Miesięczne archiwum: Maj 2008

Wóz, albo przewóz…


***** tekst utworzony 14.01.2011r. *****

Dzisiaj jest DEADLINE, mija dzień „ultimatum”. Albo wóz, albo przewóz…

Przez ostatni tydzień byłem w stałym kontakcie z polskim oddziałem Otto Bock’a w Poznaniu - chcieliśmy porównać oferty. Cena za identycznie skonfigurowanego SuperFour’a jak w Niemczech była niższa o 700 złotych. Tyle, że główny szef sprzedaży Otto Bock Polska zaznaczył, że jeszcze nigdy nie sprzedali takiego pojazdu i właściwie nie bardzo wie jak ma to zrobić. Do tego SuperFour wymaga corocznych przeglądów tak, jak normalny samochód i nie wie kto i gdzie miałby to robić. Trochę śmieszna sprawa, prawie jak z serwisem Ferrari, który dla Polaków mieści się w Berlinie lub Pradze… Jakby tego było mało to napisał do mnie maila, w którym oświadczył, że wysłał list do Ministerstwa Infrastruktury z zapytaniem, czy wózek będzie wymagał homologacji na terenie Polski. W Niemczech takie pojazdy są rejestrowane jak m.in. skutery. Muszę przyznać, że facio starał się, ale nie chciał wcisnąć nam SuperFour’a za wszelką cenę. Nawet sam zaproponował, żebyśmy kupili go w końcu u Niemców, tym bardziej, że do Greifswald’u mamy bliżej niż do Poznania, a cena jest praktycznie taka sama… Podziękowałem mu za rzetelną obsługę i zgodnie z jego prośbą dam znać jak będę już szczęśliwym posiadaczem wózka.

Jak łatwo wywnioskować z powyższego tekstu, jak zwykle, odniosłem sukces! Udało mi się namówić tatę, żeby „zainwestował” w moje szczęście i zapłacił za mojego SuperFour’a. Mam tak wysoce rozwinięty dar przekonywania, że nie musiałem używać chwytów poniżej pasa. A muszę przyznać, że miałem takie przygotowane. Może przydadzą się innym razem ;-) Gdyby tata nie dysponował taką gotówką, to na pewno nie prosiłbym go o pomoc finansową, ale w jego przypadku wiedziałem, że da radę… Ja mógłbym zacząć sam organizować pieniądze innymi kanałami, ale zajęłoby mi to minimum dwa lata - nie mam pojęcia w jakim stanie fizycznym wtedy będę. Na zbieranie pieniędzy lub dary od „ludzi” nie mógłbym się zgodzić. Byłoby to poniżej mojej godności. Są ludzie dużo bardziej potrzebujący ode mnie…

Dzisiaj około południa tata wykonał telefon do cioci, a ona zadzwoniła do Thomasa Kaliebe (sprzedawcy) i oznajmiła mu, że zamawiamy. Od razu oddzwoniła do nas i potwierdziła złożenie zamówienia na mojego wymarzonego SuperFour’a. Przewidywany czas dostawy wózka Niemcy wyznaczyli na 15-ego lipca. Wtedy przyjadą do Szczecina i go zainstalują… To aż za 7 tygodni. Nic innego mi nie pozostaje, jak uzbroić się w cierpliwość i czekać. Jakoś wytrzymam. Tym bardziej, że ruszają mistrzostwa europy (EURO 2008), na które zdobyłem bilety. Poza tym w lipcu jest koncert Jay-Z na Opener Festival w Gdyni, którego nie mogę opuścić. A jak będę się nudził to powinienem zacząć przygotowywać się do obrony pracy licencjackiej, która już we wrześniu…

***** tekst utworzony 14.01.2011r. *****

Mój pierwszy raz…


***** Tekst utworzony 13.01.2011r. ***** 

Za mną ciężkie dwa tygodnie, ale pierwszy cel osiągnięty. W piątek tata, za pośrednictwem swojej siostry (cioci Heni), umówił nas na spotkanie w siedzibie firmy OTS – dystrybutora wózków Otto Bock. Zapytacie po co? Sprytniejsi z Was chyba już się domyślają… Przecież przed zakupem musiałem odbyć jazdę próbną ;-)

Dzisiaj z samego rana wyruszamy do Greifswald’u. W ekipie ekspedycyjnej oprócz mnie – głównego zainteresowanego, taty – kierowcy i przede wszystkim sponsora, zabraliśmy z nami ciocię Henię, która miała posłużyć za naszego tłumacza. Przez ponad 10 lat mieszkała w Niemczech, więc szprecha najlepiej w całej rodzinie, no może z wyjątkiem jej córek… Trasa ze Szczecina do Greifswald’u nie jest zbyt skomplikowana. Wystarczy dojechać 4 km do naszej autostrady A6 i poruszać się w kierunku Rostock’u, oczywiście cały czas po autobahn’ach – najpierw A11, a potem A20. Do miejsca docelowego mieliśmy około 200 km. Niestety „niezawodny” system GPS w naszym samochodzie jak zwykle nawalił i na miejscu musieliśmy zakupić mapę okolicy, żeby znaleźć salon SuperFour’a ;-) Oczywiście, co było do przewidzenia, spóźniliśmy się. Ale ja przez ponad 20 lat nigdy nie mogę nigdzie zdążyć na czas i zawsze wszędzie się spóźniam. Można powiedzieć, że wyrobiłem sobie już markę. Do szkoły zwykle docierałem na drugą lekcję. Nauczyciele zazwyczaj dogryzali mi tekstami w stylu „witam pana studenta”, a jak pojawiałem się punktualnie to pytali czy jestem w szkole od wczoraj…

Ale wróćmy do naszej misji „test drive” – na miejscu mieliśmy być o 10:00, a byliśmy o 11:20. Niemcy na szczęście trzymają się starej, świeckiej tradycji, a mianowicie – klient nasz pan, więc cierpliwie na nas czekali. Już z daleka zauważyłem tablicę z drogowskazem OTS ->. Wjechaliśmy na spory parking i naszym oczom ukazała się hala z logiem firmy. Przy samym wejściu stała średnich rozmiarów przyczepa oklejona zdjęciami SuperFour’a. Właśnie wtedy, na mojej twarzy pojawił się uśmiech, który trzymał się mnie do wieczora…  Opuściliśmy samochód w zorganizowanym pośpiechu i udaliśmy się do środka.  Hala była podzielona na dwie części, salon sprzedaży (biuro) oraz serwis. Trzeba przyznać, że panował tam niemiecki ordnung, wszyscy pracownicy byli naprawdę przeszkoleni na tip-top jeżeli chodzi o obsługę klienta. Momentami czułem się jakbym był w Maranello przymierzyć się do zakupu Ferrari 430… Całość sprawiała wrażenie solidnej, niemieckiej firmy, której można zaufać w 100 %. Polscy sprzedawcy z tej branży mają przed sobą jeszcze daleką drogę, jeżeli chcą dorównać zachodniej europie pod tym względem… Od samego początku został mi przydzielony szef sprzedaży, Thomas Kaliebe. Przywitał się z nami i zaprosił nas na parking, powiedział, że przyprowadzi tam „atrakcję wieczoru”. Zajęło mu to może dwie minuty, ale dla mnie była to prawdziwa wieczność. Każdy z Was nie mógłby się doczekać będąc na moim miejscu. Nareszcie otworzyły się drzwi do części serwisowej i pojawił się on, SuperFour we własnej osobie. Był to ten sam egzemplarz, który widzieliśmy w Berlinie. Na początku zaczął prezentację w takim samym stylu, jak robił to jego młodszy brat na targach. Przez wrodzoną grzeczność obejrzeliśmy więc rozległy pokaz funkcji pojazdu. Całą rozmowę tłumaczyła ciocia Henia, więc komfort konwersacji był na najwyższym poziomie. W końcu Thomas skończył ględzić i zaproponował, żebym zasiadł za sterami tego wehikułu. Oczywiście to zrozumiałem nawet bez tłumaczenia na polski ;-) Tata wrzucił mnie na fotel SuperFour’a. Wystarczyło teraz tylko ustawić długość podnóżka, który na marginesie wygląda jak łopata do śniegu, zapiąć pasy, wjechać fotelem do samego środka, ustawić lusterka, opuści szybę i w drogę… Pierwsze chwile na nowym sprzęcie zawsze w moim przypadku wiążą się z odczuciem niepewności. Mimo ogromnej pewności siebie nie byłem przekonany czy poradzę sobie z ujarzmieniem tego byka pod względem fizycznym. Dodatkowo joystick, który był w tym modelu, jest dedykowany osobą ze sprawnymi rękami. Jak przystało na profesjonalistę, herr Kaliebe wiedział o tym i mnie uprzedził. Poinformował nas również, że w przypadku zakupu SuperFour’a joystick będę miał „przedłużony” tak, jak mam w pozostałych wózkach… I się zaczęło. Zaproponował, żebym pojechał na tył hali i wjechał w polną drogę. Dwa razy nie musiał mi powtarzać. Wystartowałem z parkingu, który był wyłożony kostką brukową. Nie poczułem nawet żadnej spoiny między kostkami. SuperFour po prostu płynął… Na końcu parkingu ukazała się niespodzianka – stare, zdezelowane tory kolejowe, które musiałem pokonać, żeby pojechać dalej. Nie znając jeszcze możliwości tego kolosa, zwolniłem prawie do zera. Thomas powiedział, że nie mam  co się bać… Skoro on tak mówił to dojechałem do torów i płynnie pokonałem przeszkodę. Mam duże wątpliwości czy mój stary wózek elektryczny poradziłby sobie z tą barykadą – raczej mało prawdopodobne, a SuperFour łyknął te szyny bez najmniejszych trudności. Wjechałem na polną drogę, która była dość wyboista i pełna kałuż. Czułem się jakbym prowadził czołg na poligonie wojskowym. Niemiaszek, razem z moim tatą i ciocią próbowali mnie dogonić, ale na pieszo było to trudne. Zatrzymałem się  i poczekałem na nich. Thomas zaproponował, abyśmy teraz uruchomili silnik spalinowy. Prosta sprawa, wystarczy wcisnąć przycisk oznaczony błyskawicą i gotowe. No i dopiero po włączeniu silnika zaczęła się prawdziwa zabawa… Od razu zacząłem odczuwać lekkie wibracje, zrobiło się dużo, dużo głośniej. Po chwili poczułem zapach spalin. Wystarczyło wcisnąć jeden guzik i SuperFour z cichego, spokojnego melexa, zamienił się w rasowego, wszechmogącego quada. Prawie jak przycisk „M” w sportowych modelach BMW. Pełen odlot! Długo się nie zastanawiając dodałem gazu i ruszyłem przed siebie. Dojechałem do końca drogi i zawróciłem w jakiś chaszczach, oczywiście pojazd szedł jak po maśle. Nie minęła minuta, a już dogoniłem kompanów, którzy wracali na parking. Śmignąłem koło nich jak TGV i pomknąłem dalej… Przed torami dałem ostro po hamulcach, w tym momencie fotel pochylił się do tyłu, także przeciążenia nawet nie poczułem. Bajka! Powtórzyłem taki manewr jeszcze kilka razy na pustym parkingu. Jazda próbna nieuchronnie dobiegała do końca. Zaparkowałem na kopercie i przesiadłem się na mój stary, dobry wózeczek. Teraz kolej na tatę, który wyraził chęć „karnięcia” się  tym cudem na czterech kołach. Przejechał się po okolicy i pierwsza rzecz jaką stwierdził zaraz po zejściu z SuperFour’a to to, że strasznie wieje podczas jazdy. On uważa to za minus, ale mi osobiście wiatr we włosach dodatkowo  podnosi adrenalinę…

Więcej chętnych nie było, więc udaliśmy się wszyscy razem do biura. Thomas zaproponował kawę i wodę. Wybrałem oczywiście wodę, ponieważ byłem tak podjarany, że kawa mogłaby mnie zabić ;-) Na stole leżał przygotowany segregator Otto Bock. Niemiec wyciągnął z niego nową teczkę i napisał na niej „Herr Karlinski”. Jak przystało na zakup nowego samochodu musieliśmy najpierw skonfigurować mój indywidualny model SuperFour’a. W tym celu musieliśmy wypełnić 3 stronnicowy formularz. Opcji do wyboru było sporo, ale jak łatwo się domyślić, każda dodatkowa rzecz kosztuje…  Na początku był do wyboru kolor, wybrałem Carerra schwartz, metalik oczywiście. Następnie zaznaczyliśmy wersję z „dachem”. Fotel Recaro mógł być skórzany, wystarczyło dopłacić 1500 euro. Chyba trochę ich pogięło… Znam w Szczecinie tapicera, fachowca z  górnej półki, który takie fotele obszywa za 1200 złotych! Ale na elektryczne sterowanie siedziskiem się skusiłem. Kolejną rzeczą były pasy bezpieczeństwa, których były 3 rodzaje – normalne jak w samochodzie (ukośne, zapinane po lewej lub prawej stronie), poziome (zapinane na brzuchu) lub krzyżowe (jak w rajdówkach). Najlepsza dla mnie była pierwsza z tych opcji. Teraz przyszedł czas na najmniej przyjemną część z pobytu w Greifswald’zie… Cena początkowa SuperFour’a wynosiła XX XXX euro! Po dodaniu wszystkich wybranych opcji i odjęciu rabatu wyszło ponad XX XXX euro. Marnym pocieszeniem jest fakt, że wtedy kurs wymiany euro wynosił około 3,30 zł. Nawet nie mam zamiaru przeliczać tej sumy na złotówki, ale za te same pieniądze można kupić całkiem przyzwoity samochód… Bez względu na to czy policzymy cenę pisemnie, na liczydle, czy za pomocą kalkulatora, zawsze wychodzi MASAKRA! Thomas wyszedł z „naszymi” papierami do drugiego pokoju. Między mną, tatą i ciocią zapanowała głucha cisza… Jak w myślach kombinowałem skąd wziąć tyle szmalu, a tata pewnie jak zniechęcić mnie do zakupu. Ciocia ze smutną miną westchnęła jedynie nieśmiało – „kupę kasy”. Naprawdę w powietrzu można było wyczuć napiętą atmosferę. Nagle drzwi się otworzyły, wrócił Niemiec z odbitym na ksero formularzem zamówienia, który przed chwilą z nami wypełniał. Powiedział, że oryginał zostanie u niego, a odbitka jest dla nas. Jak będziemy zainteresowani zakupem to wystarczy do niego zadzwonić, a on wyśle zamówienie faksem do centrali Otto Bock’a. Dodał jeszcze, że czas oczekiwania na pojazd wynosi do 2-óch miesięcy, ponieważ każdy egzemplarz jest składany na indywidualne zamówienie. Tata odparł, że się zastanowimy i do końca maja damy mu ostateczną odpowiedź – bierzemy czy nie. Thomas oczywiście przyjął to ze zrozumieniem i uśmiechem na twarzy. Dopiliśmy wodę, zabraliśmy papiery i pożegnaliśmy się. Powiedziałem do zobaczenia, bo wiedziałem, że niedługo znowu się spotkamy ;-)

Kolejne dwa tygodnie ciężkiej pracy przede mną. Całe szczęście, że tematem mojej pracy maturalnej było „Sztuka przekonywania, a manipulacja językowa…”. Przygotowując się do egzaminu zapoznałem się z fachową literaturą na ten temat, która okazuje się bardzo przydatna w życiu codziennym… Z SuperFour’a nie zrezygnuję nawet jakby mnie przypalali. Żadne tortury nie są w stanie odwieść mnie od chęci zakupu tego cuda. Miłość nie wybiera… Muszę być twardy. Teraz mam tylko dwa wyjścia – albo namówię tatę, albo znajdę innego sponsora. Reszta pomysłów jakie przychodzą mi do głowy wiąże się z kryminałem, więc nie będę tutaj o nich wspominał ;-)    

 

***** Tekst utworzony 13.01.2011r. *****