Miesięczne archiwum: Kwiecień 2013

I szafa gra!


Dzięki mojemu uporowi i ciągłemu dążeniu do ulepszenia mojego wozidełka, po kilkuletnich przygotowaniach i poszukiwaniach odpowiedniego Partnera, wreszcie udało mi się zrealizować kolejne z moich marzeń… Od zawsze odkąd pamiętam, kochałem szybką jazdę. Poza piskiem opon i dymem spod kół, błyskawiczne pokonywanie zakrętów nieodzownie kojarzyło mi się z muzyką. Przez długi czas to właśnie muzyki brakowało mi podczas jazd najbardziej. W samochodzie, kiedy najczęściej podróżuję z rodzicami, jest i radio, i odtwarzacz cd, a i nawet ipod’a da się podłączyć. Inaczej sprawa miała się podczas beztroskich przechadzek moim SuperFour’em. Wygląda on może i nieziemsko, ale niestety dźwięk jaki z siebie wydaje podczas jazdy jest mało atrakcyjny dla ucha. Gdy poruszam się tylko korzystając z napędu elektrycznego, SuperFour delikatnie szumi ( :D ) i jak melex posuwa się do przodu. Natomiast, kiedy odpalę silnik spalinowy, mój dystyngowany i elegancki potwór, zamiast zaryczeć jak chociażby niemiecka V-ósemka, zaczyna pierdzieć i terkotać jak najtańsza, chińska kosiarka z Castoramy :( Prawdę mówiąc, dla prawdziwego fana motoryzacji za jakiego się uważam, nawet i takie odgłosy sprawiały mi przyjemność. Ale cały czas cierpiałem z braku możliwości puszczenia w trakcie przejażdżki tej wspomnianej już muzyki…

autofan0

W 2009 roku, gdy na liczniku miałem nabite zaledwie 400-500 kilometrów, zacząłem szukać rozwiązania, które pozwoliłoby mi nie tylko cieszyć się z jazdy, ale i również wzbogacać te doznania z często dość ekstremalnych przeżyć o muzykę, która za każdym razem wyzwala we mnie endorfinę i podnosi poziom adrenaliny w moim organizmie. Mój pierwszy autorski system car, a w moim przypadku bardziej wheelchair audio, był bardzo prosty, żeby nie powiedzieć prymitywny. Do ramy SuperFour’a, tuż nad moją głową, do tej rury, która ma podobno nie pozwolić na ścięcie mojej głowy podczas dachowania, przyczepiliśmy nieduże dwuwatowe głośniczki Creative’a, ściskając je opaską z rzepem. Do nich po rurze poprowadziliśmy z Rafałem kabel, który miał połączyć je ze źródłem dźwięku, czyli w tym przypadku z ipod’em. Po tym krótkim zabiegu, praktycznie już mogłem słuchać muzyki na pokładzie mojego SuperFour’a. Szału nie było, ale zawsze lepsze to niż nic… Czytaj dalej